22 gru 2014

O ZMIANIE KOLORU ŚCIAN SŁÓW KILKA


Malować, tapetować, czy nie, gdy mieszka się w wynajętym mieszkaniu. Kwestia ta taka oczywista nie jest. Kiedy mamy już zgodę właściciela nieruchomości (a wypadałoby ją mieć) możemy zacząć rozważania...


Czy jest to opłacalne? Wg mnie nasz nastrój jest bezcenny, a brzydki kolor otaczający nas każdego dnia raczej nie będzie wpływał na plus. Także jeśli mamy w perspektywie pomieszkanie w danym miejscu dłuższy czas, to myślę, że dostosowanie jego barw do palety która NAM odpowiada ma jak najbardziej sens :) Nawet jeśli wydamy na to trochę monet - a sama tego nie lubię ;)

Co więc wybrać - tapetę, farbę, czy jeszcze inne wykończenie? W wynajmowanym M chyba najlepszym rozwiązaniem jest farba. W razie potrzeby bardzo łatwo można zmienić kolor lub przy wyprowadzce pomalować mieszkanie na kolory wyjściowe.
Tapety są cudne, ale ich usuwanie nie jest takie proste. Chyba że wymieniamy stare na nowe - to jest to jak najbardziej godny polecenia pomysł.
Z kolei tynki strukturalne to bardzo indywidualne rozwiązanie - nie każdemu odpowiada. W związku z tym w wynajmowanym M najbezpieczniejsze jest powstrzymanie się przed takim wykończeniem ścian - właściciel niekoniecznie musi podzielać nasz entuzjazm dla betonu czy śródziemnomorskich tynków. To samo się tyczy paneli, boazerii, sztukaterii itp.

Ze względu na powyższe aspekty sama także zdecydowałam się na farby, tym bardziej że w mieszkaniu nie zastałam innych rozwiązań.

Jeszcze jedna kwestia warta poruszenia przed rozpoczęciem malowania. Myślę, że jeśli chcemy zaoszczędzić na funduszach oraz własnym czasie i pracy to warto kupić trochę lepszą farbę. Najdroższej nie ma sensu kupować, bo to przecież nie nasze ściany (poza tym myślę że te super-najdroższe-farby wcale nie są aż tak świetne i na rzeczywiście-własne-ściany też bym ich nie kupiła). Ale kupowanie najtańszej farby jest równie bezsensowne, bo najtańsze farby słabo kryją, więc w efekcie kupimy trzy puszki zamiast jednaj, a do tego umęczymy się malując kilka razy te same ściany, aby kolor był w końcu jednolity. Moimi faworytami są Śnieżka Satynowa i Magnat. Pięknie kryją już za pierwszym razem (Magnat zawsze, a Śnieżka Satynowa w momencie gdy farba pod spodem nie różni się drastycznie kolorem i jasnością). Magnat ma wg mnie jeszcze jedną dużą zaletę: pozostawia piękne matowe wykończenie, co świetnie tuszuje niewielkie nierówności ścian :) Tym razem jednak skorzystałam ze Śnieżki, bo w palecie Magnata jeden odcień szarości wydawał mi się za jasny, a drugi za ciemny, a "śnieżkowy" był taki jakiego szukałam.

Malowanie warto zacząć od pomieszczeń, w których kolory najmniej nam się podobają. W moim przypadku była to kuchnia. Nie dość że szafki kuchenne nie grzeszą urodą (a przynajmniej przed przemalowaniem pomieszczenia wyglądały nieciekawie) i nie celują w mój gust to jeszcze ściany i sufit (!) pomalowano na ohydny wypłowiały łososiowy. Sufit w tym odcieniu dodatkowo zaciemniał i tak ślepą kuchnię. 

Wybrałam kolor który nie jest oczywisty w kuchni bez okna, a mianowicie grafit.

Kolor ten pięknie podkreślił orzechowy odcień drewnianych frontów szafek, dzięki czemu zyskały na urodzie. A dodatkowo koresponduje z barwą okuć, zwłaszcza zawiasów które są widoczne na całej wysokości drzwiczek. 



Paradoksalnie kuchnia po tej operacji stała się jaśniejsza. Prawdopodobnie zawdzięcza to sufitowi, który przemalowałam na biało. Pomieszczenie nabrało świeżości. Trochę kojarzy mi się teraz z knajpkami, gdzie część ścian pomalowana jest farbą tablicową i widnieje na nich menu :) 
Czasem warto zaryzykować. Sama nie byłam przekonana do grafitu, ale teraz jestem zachwycona :)