29 sie 2015

INTENSYWNY WEEKEND BLOGGERS PHOTO MEETING


W poprzednim poście pisałam że mam obawy przed Bloggers Photo Meeting, bo będzie to moje pierwsze spotkanie tego typu. Jednak że moja trema przed zjazdem blogerek była zupełnie niepotrzebna :) Przekonałam się że dziewczyny na żywo są fantastyczne. A w rodzinnym domu Izy (z Colores de mi alma i Izabela Perez Harriette PHOTOGRAPHY), gdzie miało miejsce całe zamieszanie, panowała atmosfera trochę jak w komunie :D 





Ktoś gotował, ktoś sprzątał, ktoś inny parzył kawę. Harmider jak w ulu do późnego wieczora i bardzo fajna przyjazna atmosfera.
A wszystko po to, żebyśmy mogły uczyć się od Izy fotografii. Potężną dawkę teorii dostałyśmy już w sobotę rano. Po wykładzie zaczęłyśmy prace nad aranżacjami, a później zabrałyśmy się do fotografowania tychże wg wskazówek i pod okiem Izy.









Niedzielny poranek z kolei upłynął nam pod znakiem portretów: też najpierw teoria, a później praktyka - tych pokazywać nie będę - nie mam odwagi i nie chcę sobie robić wrogów :P :) 
Popołudnie natomiast zarezerwowane było dla stylizacji poświęconych Grycanowi.





Dla mnie osobiście jednak najbardziej intensywny był chyba piątek, bo szykowałyśmy z Izą dom dla wszystkich gości. Tak - Iza zaprosiła mnie do udziału w BPM w roli współorganizatora! :) :) Ogromnie się cieszę i chętnie to powtórzę jeśli będę miała okazję. No więc ten piątek - rano przyjechała dostawa artykułów dekoracyjnych z IKEA. Musiałyśmy wszystko sprawdzić, posortować, później zanieść i schować do budynku gospodarczego. Musiałyśmy też posortować akcesoria od naszych pozostałych kochanych sponsorów: ByLightAnita się nudziAny-ThingTaftyliPlantacja Drzewek OliwnychDekoruj SamJuno-mexGrow RAWAmazing DecorSmukkeMore than JarLive Beautifully i Grycan. Trzeba było przygotować upominki dla uczestniczek i jeszcze dopieścić dom (który jest ciągle w trakcie remontu), uprasować i powiesić zasłony, pozmywać podłogi i uprzątnąć cały remontowy bajzel...
Dla mnie najtrudniejszy i najbardziej stresujący okazał się wieczór. Prac w domu i wokół niego miałyśmy tak wiele, że kiedy przyjechałyśmy na plażę żeby szykować niespodziankową kolację okazało się, że jest już tak późno, że pierwsze panie pukają już do drzwi domu i Iza musiała z plaży pędem wracać, żeby w progach witać gości. I tym sposobem całą dekorację musiałam przygotować sama. Muszę przyznać, że miałam wtedy serce gardle! 
Pomyślałam sobie:
"Rany! Za pół godziny przyjdą tu wszystkie blogerki, a ja jestem w lesie!". 
I nie dość że musiałam przygotować całe nakrycie i dekorację naszego plażowego posiedzenia, to jeszcze beza przyjechała również w częściach pierwszych. Zaczęłam więc w partyzanckich warunkach składać bezę - spód, krem, owoce, góra bezy. Wydaje się, że to raz dwa, ale na plaży bez blatów kuchennych zajęło mi to naprawdę sporo czasu. A serce waliło jak oszalałe ze stresu że nie zdążę ze wszystkim. Kiedy skończyłam składać bezę (upieczoną dzień wcześniej przez Izę), zabrałam się za nakrywanie i dekorowanie stołu. Świece zostawiłam sobie na sam koniec. I szczęśliwie, kiedy dziewczyny schodziły na plażę, zapalałam już ostatnie sztuki. Uff :) :)
Z tego wszystkiego nie zabrałam ze sobą aparatu fotograficznego. Ale to nic straconego, bo relacja z BPM pojawia się już na blogach kolejnych zaproszonych na to wydarzenie uczestniczek: 
Ani z Anicja's White SpaceOli z FotoblooAni - Scraperca BlogKaroliny z House LovesAgnieszki z Agnetha Home,  Renaty - Dom Artystyczny, Agnieszki z Pretty Pleasure, Jagody z Loving it, Agi - Gu tworzy, Izy z My Love Shabby oraz współorganizatorki Lu z Enjoy Your Home. Dodatkowo weekend spędziła  z nami Mała Kasia - przeurocza makijażystka bez której nie wyszłybyśmy tak pięknie na zdjęciach portretowych :) Oczywiście najbardziej chyba obszerna relacja i w kilku częściach ukaże się u Izy na Colores de mi alma :)

Korzystając z okazji chciałabym bardzo serdecznie podziękować wszystkim dziewczynom za tak wspaniały wspólny czas :) 
Chciałabym ogromnie podziękować Izie z Coloresdomialma za zaproszenie i za to że miała do mnie tyle zaufania. 
Chciałabym też podziękować jednocześnie Izie i Lu, za to że przed spotkaniem dzielnie pertraktowały ze sponsorami, dzięki czemu wszystkie miałyśmy bardzo szerokie pole do popisu komponując nasze stylizacje do zdjęć.
Chciałabym też podziękować za pomoc przy ogarnianiu niedzielnego bałaganu Izie z My Love Shabby i jej mężowi oraz Kasi (make up) - bez nich sprzątałybyśmy z Izą chyba do wtorku :) A tym sposobem poniedziałek mogłyśmy poświęcić nie tylko na sprzątanie, ale także na spokojne spakowanie wszystkich dekoracji do pudeł. I nawet udało nam się wygospodarować kwadrans na zaaranżowanie wypoczynku przed domem i cyknięcie jeszcze kilku fotek :)






Do Warszawy wróciłyśmy w poniedziałek późnym wieczorem bardzo zmęczone, ale też bardzo zadowolone :) :)
Tak oto minęło mi pierwsze blogerskie spotkanie - od razu na głęboką wodę :D
To był niezwykle intensywny czas. W tym magicznym domu (Iza mówi że on przyciąga gości i zawsze pełno było w nim ludzi) poznałam całe grono fajnych babek i przywiozłam stamtąd całą masę wspomnień oraz fachowej wiedzy na temat fotografii. 
Przepraszam, że opisałam wsztstko tak chaotycznie, ale myśląc o tym spotkaniu mam ogromny natłok myśli i wspomnień. I jeśli o kimś czy o czymś istotnym zapomniałam to również przepraszam - nadrobię przy najbliższej okazji. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
Życzę Wam pięknego ostatniego wakacyjnego weekendu!