22 sty 2017

RÓŻ I DOMOWE SPOSOBY NA BLUE MONDAY


Czy Was też ostatnio dopada zimowy dół? Mnie dopadł w tym roku właśnie w Blue Monday, czyli tydzień temu. Nawet nie wiedziałam że to Ten Dzień. Dowiedziałam się tego wieczorem z radia. A dzień miałam cały fatalny od samego rana. W związku z tym że było tak źle postanowiłam coś z tym zrobić. I dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi zastosowanymi ostatnio sposobami na zimowe smutki. A nuż się komuś przyda :)




Kolejnego dnia po feralnym poniedziałku postanowiłam wybrać się na zakupy i poszukać czegoś co choć minimalnie poprawi mi nastrój jak już wrócę do domu. Chciałam zaznaczyć że nie jestem typem który na chandrę kupuje sobie ciuchy, buty lub kosmetyki. Zazwyczaj są to książki lub ładne-rzeczy-do-domu :) Tym razem padło na róż. I chyba mi na głowę ;) bo do tej pory niczego w domu (poza pokojem córki) nie miałam w tym kolorze. Kupiłam różowe hiacynty, różowy kubek, niepotrzebną aktualnie do niczego wstążkę i świeczniki na tealighty. 

Kiedy wróciłam do domu stwierdziłam z zadowoleniem że w sumie całkiem nieźle komponuje się ten kolor z granatem, który mam w sypialni. 



Aby to zadowolenie podtrzymać zaparzyłam sobie owocową herbatkę w nowym kubku i zapaliłam świeczki. Muszę przyznać że na chwilę udało mi się przepędzić ponure myśli o zimie (której już mam serdecznie dosyć, nie wiem jak Wy). Hiacynty, świeczki, pachnąca herbata, pianki (bardziej dla samego słodkiego wyglądu niż smaku), książka i zrobiło się całkiem przyjemnie. 










Aby na dobre przegonić zmartwienia dzień zakończyłam gorącą kąpielą w wannie z kieliszkiem wina. Wraz z potem skapującym z czoła wypłynęły chyba też negatywne emocje :) Następnego dnia rano czułam się o niebo lepiej :)

A Wy jakie macie domowe patenty na smutki? Chętnie się dowiem, bo do końca zimy jeszcze daleko i obawiam się że blue monday przytrafi mi się jeszcze nie jeden raz. A ratować jakoś się trzeba żeby nie zwariować :)

Wam życzę pozytywnego tygodnia i aby Was szaruga omijała szerokim łukiem!